Autorem jest | 8 lipca 2019

Wysiadam z pociągu, żegnam się z koleżanką i zmierzam w kierunku autobusu, którym zamierzam dotrzeć do domu. Niestety, tym razem to się nie uda. Nie mam czym zapłacić za bilet… Im bardziej zaglądam do wnętrza plecaka, tym bardziej nie mogę znaleźć rzeczy, której zaczynam szukać coraz bardziej nerwowo. Portfel, który powinien być w plecaku, nie chce tam być. Nie wierzę! To nie może mi się przytrafić po raz trzeci! Poprzednie dwa razy zostałam okradziona, raz dokładnie w tym samym miejscu, gdzie teraz jestem – na dworcu kolejowym. Zguba się nie odnalazła, za to ktoś użył mojego dowodu, by kupić sobie auto, o czym powiadomił mnie ubezpieczyciel. Boże – szepczę w myślach: „Czy ja mam wypisane na czole, że można mnie okraść?”

Kiedy pierwszy raz mi się to zdarzyło, byłam wściekła na swoją nieostrożność na targowisku. Gdy po zaledwie kilku miesiącach sytuacja powtórzyła się w pociągu – ktoś w sztucznym tłoku wyciągnął mi portfel z plecaka – płakałam nie dowierzając, że znów zostałam „namierzona”. Teraz złość mieszała się z goryczą, ale w głębi serca wiedziałam, że Pan Bóg ma jakąś dla mnie lekcję, której jeszcze do końca nie odrobiłam. W ostatnim czasie uczyłam się, co to znaczy praktycznie dziękować i wielbić Pana Boga za wszystko zgodnie z wersetem: „Za wszystko dziękujcie, taka bowiem jest wola Boża w Chrystusie Jezusie względem was” (1 Tesaloniczan 5,18). Jeśli za wszystko, to powinnam podziękować teraz za ten deficyt w moim życiu, w postaci braku portfela.

Boże, jęknęłam, Ty wiesz, co to dla mnie znaczy: wyrabianie po raz trzeci dowodu osobistego, prawa jazdy, legitymacji nauczycielskiej, teraz doszła legitymacja studencka, blokowanie kart bankowych… Jak ja to przeżyję? Jednak myśl zarejestrowana w umyśle nie opuszcza mnie: „Wchodzisz na głębszy poziom. Niedawno zastosowałaś tę prawdę w sytuacji dotyczącej innej osoby. Teraz pora na Ciebie”. Tak, zaledwie dzień wcześniej, mogłam pomodlić się w taki sposób, gdy koleżance zginął pamiątkowy złoty łańcuszek z krzyżykiem. Modlitwę zakończyłam wtedy zdaniem: niech ta sytuacja wywoła coś dobrego w życiu M. I to była najszybciej wysłuchana modlitwa w moim życiu! Po niespełna minucie, zobaczyłam łańcuszek, schodząc po schodach sanatoryjnego budynku. O, Pan Bóg naprawdę użył tę sytuację ku dobremu. Po raz pierwszy mogłam spokojnie porozmawiać ze swoją uradowaną współlokatorką, nazywaną przez większość kuracjuszy „Strusiem Pędziwiatrem”, gdy siedziałyśmy przy kawie, świętując odnalezioną zgubę.

Cóż, Pan Bóg ma poczucie humoru, ale jest też doświadczonym nauczycielem, który duchowe lekcje dostosowuje do naszych możliwości, stopniując poziom trudności.

Mój portfel odnalazła w pociągu córeczka pewnej sympatycznej młodej kobiety jadącej do Legnicy.  Spotkałyśmy się, gdy odbierałam od niej to, co zgubiłam, i chyba „przylgnęłyśmy” trochę do siebie. Może za sprawą książki „Od serca”, którą z wdzięczności jej podarowałam? Mam nadzieję, że Pan Bóg chciał, byśmy się poznały i użył do tego mojego portfela. A lekcja, której mi udzielił, sprawia, że moją pierwszą reakcją na niespodziewane, czasem przykre wydarzenia jest: „Dziękuję Panie, Ty już jesteś w drodze, by użyć tego dla mojego lub czyjegoś dobra!”