Autorem jest | 13 listopada 2017

Większość z nas nadejście listopada odczuwa dość intensywnie. Paskudna pogoda, krótkie dni i zimno dają nam się we znaki. Zaczynają boleć słabe miejsca w naszych ciałach – wrzodowców bolą żołądki, reumatykom odzywają się stawy, innych bolą kiedyś złamane kości, skręcone kostki, blizny po dawnych ranach.

Co gorsza, nie tylko ciało częściej boli w listopadzie. Nasze dusze też noszą w sobie wiele blizn i niedoskonałości, które tak łatwo odzywają się w te ponure dni. We mgle i wszechogarniającej szarości, przypominają się nam dawne zranienia, budzą się stare lęki. Nietrudno wówczas popaść w tak zwaną “sezonową depresję”, zachorować na bezsenność albo po prostu złapać zwykłą chandrę.

„Byle do świąt” – słyszę często od znajomych w listopadzie. Nie jest to stwierdzenie zupełnie bezsensowne. Przecież Święta Bożego Narodzenia nie są zwykłym wydarzeniem czy czasem, w którym możemy wypocząć. Przynoszą nam niecodzienną nadzieję, związaną z pojawieniem się Jezusa na świecie. Co więcej, nieprzypadkowo zapewne, zbiegają się one z okresem, kiedy dzień zaczyna być coraz dłuższy.

Na ogół jednak oznacza to branie listopada “na przeczekanie” – niech minie jak najszybciej, żebyśmy mogli zapomnieć o tych brudnych i szarych dniach. Tymczasem, szkoda tracić cały jeden miesiąc z dwunastu z roku, kiedy można go uczynić znośniejszym i dobrze przeżyć.

Bezpieczne miejsca wśród znajomych

Jednym ze sposobów na smutne i długie wieczory, jest spędzanie ich ze znajomymi. Listopad jest doskonałym momentem, żeby spotkać się z ludźmi, których dawno nie widzieliśmy, poopowiadać o rzeczach, które wydarzyły się przez całe lato, o tym co dzieje się w nas właśnie teraz, albo zwyczajnie pobyć razem – pograć w grę planszową, czy pośmiać się z codzienności. Jesień to doskonały czas na spotkania z bliskimi, które pomogą nam zapomnieć o otaczającym mroku i cieszyć się z codzienności.

Czas na wspomnienia

Wszyscy coś robiliśmy w lecie. Mieliśmy czas, żeby to przeżyć, ale czy żeby to dobrze przemyśleć? Może w listopadzie właśnie przychodzi czas na wspomnienia i refleksje odnośnie tego, co wydarzyło się podczas lata. Może to dobry moment, żeby wyciągnąć zdjęcia, może wywołać je? I dobry moment do zastanowienia się nad tym czego nasze letnie podróże nas nauczyły?

Drobne przyjemności

Psychologiczne teorie zajmujące się stresem zauważają, że najgorsze są dla nas nie traumatyczne wydarzenia, ale duże nagromadzenie drobnych i trudnych uciążliwości, tzw. “daily hassles”. Czasami duża ilość małych, nieprzyjemnych rzeczy potrafi nas wytrącić z równowagi, bardziej niż naprawdę ciężkie wydarzenia. Jeżeli tego samego dnia nie działa nam suszarka do włosów, urwie nam się sznurówka w butach, ucieknie autobus, w pracy skumuluje się kilka trudnych rzeczy, a potem jeszcze zatka się ubikacja w domu, potrafi nam to zaszkodzić o wiele mocniej niż jedna bardzo trudna sytuacja.

Myślę, że podobnie możemy pomyśleć o przyjemnych rzeczach. Listopad to czas, żeby sobie trochę podogadzać. Żeby go dobrze przetrwać warto pozwolić sobie na drobne przyjemności. Ugotować ulubioną potrawę, sączyć grzane wino albo ukochaną herbatę w ulubionym kubku, pozwolić sobie na coś słodkiego czy wziąć długą gorącą kąpiel. To czas, żeby wybrać te maleńkie czynności, które sprawiają nam radość i utulić się nimi w otaczającym nas mroku. Może to nawet moment, żeby zapytać siebie samego – co mam zrobić, żeby dzisiaj naprawdę móc cieszyć się życiem?

Jest coś jeszcze. Tak jak czekamy, rok w rok, na Boże Narodzenie, całe życie czekamy na coś więcej. Na wspaniałe i cudowne odrodzenie rzeczywistości. O wiele łatwiej jest nam wiedzieć, że ono nadejdzie w wiosenne i letnie dni. Ale również jesienią nie powinnyśmy o tym zapominać. Któregoś dnia wszelkie bóle przeminą, mgła się rozwieje, deszcz przestanie padać. Tak jak dzisiaj wyczekujemy Bożego Narodzenia, tak samo wyczekujemy dnia, w którym wszystko się odnowi, a nasze blizny przestaną boleć. Są momenty, kiedy możemy ten dzień odrobinę wyczuć. Nawet w listopadowe dni, pamiętajmy o nim i cieszmy, że on kiedyś nadejdzie, a wtedy zniknie wszelki ból i strach.

„Ale gdy przyjdzie to, co doskonałe, wtedy przeminie to, co jest cząstkowe. Teraz bowiem widzimy w zwierciadle, niewyraźnie, ale wówczas twarzą w twarz. Teraz poznaję cząstkowo, ale wtedy poznam tak, jak jestem poznany.”

I Koryntian 13,10.12

“Frodo poczuł słodki zapach w powietrzu i usłyszał śpiew dolatujący nad wodą. Wydało mu się, jak we śnie tamtej nocy w domu Bombadila, że szara zasłona deszczu przemienia się w srebrne szkło i rozsuwa, ukazując białe wybrzeże, a za nim daleko zielony kraj w blasku wschodzącego szybko słońca.”

* J. R. R. Tolkien “Władca Pierścieni” w tłumaczeniu Marii Skibniewskiej