Autorem jest | 29 października 2015

Nadszedł czas dyni, chryzantem i przymrozków. Już dwa dni z rzędu zaczynam dzień od skrobania szyb w samochodzie ze szronu. Po zmianie czasu dzień się skurczył. Słońce zmęczone i coraz bledsze. Ale, ale – przecież mamy lato zamknięte w słoikach!

Konfitury truskawkowe to był czerwiec, ogórki kiszone i wiśnie – lipiec. Potem przyszedł czas czerwonej papryki i cukini, wreszcie śliwek węgierek i powideł. Korowód zamyka kapusta kiszona. Domowa spiżarnia – w środku zimy po prostu sięgasz po buraczki bez konserwantów, rozweselające samym kolorem leczo, albo maliny do herbaty na przeziębienie.

Pierwszy sekret: moja przygoda z przetworami polega na czytaniu z upodobaniem przepisów na smakowite kombinacje na stronach kulinarnych i w magazynach ilustrowanych. Chętnie słucham, jak moje gospodarne i pracowite przyjaciółki opowiadają o tym, jak coś prosto i szybko zrobić. Nawet o przepis poproszę… I na tym koniec. Zdarza mi się czasem zryw i kilka słoiczków powideł usmażę. Zawekuję mięso na wakacje. Generalnie jednak nie udaje mi się od lat zapełnić spiżarni własnymi wyrobami i szczerze podziwiam oraz zazdroszczę tym z was, którym się udaje.

Drugi sekret: półki w mojej spiżarni są pełne przetworów. Legendarny dżem wiśniowy od babci Niny, dwa wielkie słoje ogórków kiszonych i sensacyjna marmolada morelowa od Agi. Dorota obdarowała mnie swojej roboty, najzdrowszym bulionem warzywnym w słoiczku. Stoi w lodówce. Ostatnio doszedł jeszcze słoiczek pigwy od Lucynki. Były i inne dary: pomidory pachnące słońcem od Kasi, słodkie gruszki od Lidzi, jabłka od Reni, bukiet słonecznika i amarantusa od Sylwii i jej niezrównana ogórkowa…

Trzeci sekret: myślę sobie, że tak smakuje łaska – niezapracowana, niezasłużona, niezdobyta. Nie kiwnęłam palcem przy żadnym z tych słoików. Nie mam sadu, ani ogrodu warzywnego. Nie zebrałam ani jednej gruszki, nie wydrylowałam ani jednej śliwki, nie mieszałam w garnku drewnianą łyżką, żeby nie przywierało do dna, nie parzyłam sobie palców gorącymi pokrywkami.

Po prostu przyjęłam i podziękowałam. Dałam sobie spokój z krygowaniem się i natychmiastowym wyrównywaniem długu wdzięczności. Dziękuję w myślach za każdym razem, kiedy nabieram na łyżeczkę pachnącą latem zawartość. Myślę wtedy o osobie, która ją przygotowała.

Przetwory uczą mnie pokory. Rezygnowania z rewanżyzmu i „odwdzięczania się” natychmiast za wszystko, co otrzymam. Wciąż pamiętam, że bardziej błogosławioną rzeczą jest dawać, a nie brać, ale akurat w tej dziedzinie mam niewiele do podarowania 😉 Więc się nie silę. Jeśli należysz akurat do tej części populacji  która robi wspaniałe przetwory, to na pewno jest inna dziedzina, w której możesz tylko podziękować.

Łaska weryfikuje, czy umiem przyjąć dar, nie mając możliwości odwdzięczenia się, czy też wolę dumnie zawołać, jak to robiliśmy jako dzieciaki na podwórku: „Łaski bez!”

„Używamy tego słowa tak, jakbyśmy wiedzieli co ono oznacza. Ale czy naprawdę rozumiemy, czym jest łaska? Czy zadowoliliśmy się słabiutką łaską, która grzecznie wpasowuje się w wersy hymnów i ładnie wygląda w tekstach kościelnych? Nigdy nie sprawia problemów i nie wymaga odpowiedzi” – zastanawia się Max Lucado w książce „Łaska –  niepojęta, nieasłużona”, po czym dodaje: „Łaska Boga jest niepohamowana i nieujarzmiona, niczym pieniące się fale, które mogą przewrócić cię do góry nogami. Łaska podąża za tobą. Czy łaska cię zmieniła? Czy cię ukształtowała? Czy Cię wzmocniła? Ośmieliła? Wytonowała? A może łaska chwyciła cię za kark i potrząsneła tobą, kiedy było to konieczne?”

Myślę o łasce smarując chleb dżemem. A ty ?


„Cóż masz, czego byś nie otrzymał?” I Koryntian 4,7

„Daremnie wcześnie rano wstajecie, i późno się kładziecie, spożywając chleb w troskach: wszak on i we śnie obdarza umiłowanego swego.” Ps. 127,2

Od serca – Marta