Autorem jest | 17 grudnia 2015

Czytanie Biblii to dobra rzecz. Jest w niej mnóstwo pięknych fragmentów. Lubimy czytać o Bożej miłości i wybaczeniu, o Jego wierności względem nas, o uzdrowieniach i innych cudach wyświadczanych ludziom. Czujemy się dobrze poznając historie biblijne, w których dobro zwycięża, a zło zostaje pokonane. Czasem natomiast trafiamy na fragmenty trudne i niewygodne. Jak na przykład ten opisany w Dziejach Apostolskich:

„I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach. A dusze wszystkich ogarnięte były bojaźnią, albowiem za sprawą apostołów działo się wiele cudów i znaków. Wszyscy zaś, którzy uwierzyli, byli razem i mieli wszystko wspólne, i sprzedawali posiadłości i mienie, i rozdzielali je wszystkim, jak komu było potrzeba. Codziennie też jednomyślnie uczęszczali do świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali pokarm z weselem i w prostocie serca, chwaląc Boga i ciesząc się przychylnością całego ludu. Pan zaś codziennie pomnażał liczbę tych, którzy mieli być zbawieni.” (Dz. Ap. 2:42-47)

Mowa tu o ludziach, którzy stali się naśladowcami Chrystusa niedługo po tym, jak On sam po swoim zmartwychwstaniu został wzięty do nieba. Garstka Jego uczniów, napełniona Duchem Świętym, zaczęła nauczać innych o ofierze Jezusa, wybaczeniu grzechów i nadejściu Królestwa Bożego. W efekcie głoszenia Słowa Bożego potrafiło nawrócić się około trzech tysięcy osób jednego dnia. Te masy ludzi zaczęły inaczej organizować swoje życie. W tym fragmencie bardzo konkretnie napisane jest, że sprzedawali wszystko, co mieli, zaspokajali nawzajem swoje potrzeby materialne, spotykali się codziennie, modlili, uczyli się o tym, jak stawać się podobnymi do Chrystusa. Ten nowy styl życia wynikał z bojaźni Bożej (w.43).

Jest to jeden z tych fragmentów, po którym zaczynamy wiercić się w fotelu, odkładamy Biblię i idziemy zrobić sobie herbatę, bo nie widzimy w nim żadnego przełożenia na nasze dzisiejsze funkcjonowanie. Łatwo w takiej chwili stwierdzić, że momentami Biblia jest kompletnie nieadekwatna do naszego życia. Łatwo patrzeć na chrześcijan z pierwszego wieku naszej ery jak na dziwaków, fanatyków lub hipisów.

A gdybyśmy tak pokusili się o próbę zastosowania takiego podejścia do nas dzisiaj? Jak miałoby wyglądać nasze życie, gdybyśmy chcieli w bojaźni Bożej funkcjonować tak, jak pierwsi członkowie chrześcijańskich kościołów?

Jeden z pastorów w Stanach Zjednoczonych opowiadał kiedyś, jak podjął ten temat razem z osobami z rady swojego kościoła. Podczas jednego ze spotkań, każdy z członków rady wyjął na stół swój portfel, karty płatnicze, kluczyki do domu i do samochodu. Wszyscy siedzący wokół stołu spojrzeli sobie w oczy i każdy z nich zadeklarował: „Mój dom jest waszym domem, mój samochód jest waszym samochodem, moje konto w banku jest waszym kontem. Jeśli tylko będzie taka potrzeba, wasze problemy będą moimi problemami, wasze dzieci będą moimi dziećmi, wasze braki będą szansą dla mnie na uzupełnienie, tego, czego potrzebujecie.”

Nie wiem, czy w waszych domach w Wigilię przygotowujecie do kolacji o jedno nakrycie za dużo. W moim rodzinnym domu robiła tak babcia Zosia. Kiedy spytałam ją, dlaczego wyjmuje dodatkowy talerz, pamiętam, że odpowiedziała, że to dla samotnego wędrowca. Nie tłumaczyła za wiele, ale chyba chodziło jej o to, że kiedyś Maria z Józefem byli wędrowcami, dla których nie było miejsca, więc trzeba, w ramach symbolu i szacunku do tradycji, zachowywać to dodatkowe miejsce „na wszelki wypadek”.

A co, gdybyśmy to dodatkowe „puste nakrycie” nosili w naszych sercach codziennie?

Z bojaźni przed Bogiem i wdzięczności za to, że znalazło się dla nas miejsce w Jego rodzinie, byli nastawieni na potrzeby ludzi, którzy są obok nas. Potrafili najpierw powiedzieć sobie, a potem realizować to w życiu względem innych: „Mój dom jest twoim domem, mój czas jest twoim czasem, mój obiad jest twoim obiadem, moje ubrania są twoimi ubraniami, mój samochód jest twoim samochodem, moje umiejętności są twoimi umiejętnościami, moje pieniądze na wakacje w ciepłych krajach są twoimi pieniędzmi, twoje braki są moją szansą na bycie błogosławieństwem w twoim życiu.”

Nosić w sercu „puste nakrycie” codziennie…

A może okaże się, że tam, po drugiej stronie wieczności, Pan Bóg czeka na nas z zastawionym stołem, a przy pustych nakryciach stoją bileciki z imieniem i nazwiskiem każdego z nas…

Od serca – Ania