Autorem jest | 9 marca 2016

Kiedy łapiesz wirusa w środku sezonu grypowego, to szybko wprowadzasz w życie program ochronny. Najpierw zwalczasz infekcję u źródła, czyli dbasz o to, żeby się wyleczyć, ale nawet kiedy czujesz się już nieco lepiej, wciąż zachowujesz daleko posunięte środki ostrożności. Zwłaszcza, kiedy obserwujesz, jak wiele osób wokół ciebie choruje i jak łatwo się zarazić. W pamięci tworzysz listę osób z małymi dziećmi, koleżanek w ciąży, którym będzie trzeba oszczędzić swego towarzystwa.  Nie witasz się z nikim wylewnie, unikasz dużych skupisk ludzkich, gdzie możesz ponownie złapać jakąś niesympatyczną odmianę wirusa.

W zasadzie takie zachowanie może wydać się przesadą i zazwyczaj tak się nie postępuję. Ten sezon grypowy był jednak tak intensywny, że naprawdę miałam w głowie cały „program ochronny”. Nie chciałam, żeby kolejne osoby czuły się równie kiepsko jak ja. W czasie powracania do formy miałam dużo czasu na przemyślenia. Zdałam sobie sprawę, jak daleko idącą ostrożność jestem w stanie wdrożyć w obliczu panującej „zarazy” grypowej. Czy równie mocno, jak swojej odporności bronię swojego duchowego zdrowia? Czy podobnie izoluję się od wszelkich rzeczy, myśli i przekazów, które uderzają w świętość?

Wystarczy chwila nieuwagi, słabszy dzień, żeby złapać wirusa, który wyłącza z normalnego funkcjonowania na długi czas.

Szatan działa subtelniej niż nam się zdaje. Myślę, że czasami długo, wytrwale i powoli podkopuje nasze przekonania o potrzebie zachowania świętości, solidnych murów i granic. Innym razem wystarczy jeden słabszy dzień. Brak motywacji do modlitwy, czytania Pisma, pozwalanie sobie na daleko idące wycieczki myślowe. W tak przygotowane miejsce natychmiast wpełza inny przekaz: narzekanie, kłótliwość, irytacja, niecierpliwość… To nie są owoce Ducha Świętego.

Najważniejsze jest zapobieganie: tak w walce o fizyczną odporność, jak i przy dbaniu o swoją duchową ochronę. Jedz do syta, wylewaj swoje serce przed Bogiem, który ma moc, aby Cię ochronić! Uważaj gdzie chodzisz, na co patrzysz i czego słuchasz. Lepiej zapobiegać niż leczyć.

Czujniej niż wszystkiego innego strzeż swego serca, bo z niego tryska źródło życia! (Ks. Przysłów 4,23)

 Bądźcie trzeźwi, czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, chodzi wokoło jak lew ryczący, szukając kogo by pochłonąć. Przeciwstawcie mu się, mocni w wierze, wiedząc, że te same cierpienia są udziałem braci waszych w świecie.  A Bóg wszelkiej łaski, który was powołał do wiecznej swej chwały w Chrystusie, po krótkotrwałych cierpieniach waszych, sam was do niej przysposobi, utwierdzi, umocni, na trwałym postawi gruncie. (1 list Piotra 5, 8-10)

Od serca – Agnieszka