Autorem jest | 16 stycznia 2018

Zupełnie przypadkiem, już pod koniec dnia i długo po tym jak zapadł zmierzch, dowiedziałam się, że wczoraj przypadał „blue Monday”, czyli najbardziej depresyjny dzień w roku. Szybkie wędkowanie w sieci pozwoliło mi ustalić, że termin ten pojawił się po raz pierwszy w 2004 roku, za sprawą pewnego brytyjskiego psychologa. Powstał nawet specjalny wzór, uwzględniający ponoć warunki meteorologiczne (krótki dzień, niskie nasłonecznienie), psychologiczne (zaczynamy boleśnie zdawać sobie sprawę jak trudno dotrzymać jest szczytnych postanowień noworocznych) oraz ekonomiczne (nieubłaganie nadszedł czas spłaty zaciągniętych kredytów świątecznych), pozwalający go bezbłędnie ustalić. Co prawda teoria okazała się pseudonaukowa i związana bardziej z marketingową potrzebą namówienia klientów na kolejne zakupy dla poprawienia nastroju, niż z czymkolwiek innym, ale kto o tym pamięta.

Szczerze mówiąc nie przyszło mi do głowy, że dziś „blue Monday” kiedy tuż po wschodzie słońca skrobałam szyby samochodu z malowanych mrozem kwiatów. Nie zauważyłam tego później, kiedy krótki zimowy dzień zaczął chylić się ku końcowi, a ja przemierzałam miasto wracając z pracy i cieszyłam się wyraźnie mniejszą ilością samochodów na ulicach (ferie!). Nawet kiedy zrobiło się już całkiem ciemno i we trzy (córki plus mama) ślizgałyśmy się po lodowisku zarumienione od mrozu, nie zdawałam sobie sprawy z tego obciążającego faktu. Co prawda wypożyczone łyżwy obtarły mi boleśnie prawą stopę, ale tylko na tyle, że po 45 minutach zataczania kręgów, bez żalu zeszłam z płyty. Dziewczyny też były nasycone w sam raz. Nasunęło mi się idealne podsumowanie tej historii: „Nieświadomi żyją dłużej i są szczęśliwsi”.

Czyżby? Zależy chyba jednak czego nieświadomi. Zupełnie nic nie tracimy pozostając na uboczu pseudonaukowych trendów i miałkich wartości, wciskanych nam natrętnie jako wartych uwagi, czasu i pieniędzy. Nie tracimy nic a nic, nie czytając i nie oglądając wątpliwej jakości treści, wylewających się na nas wszelkimi możliwymi kanałami. Nie tylko nie tracimy, ale zyskujemy: wolność i trzeźwość umysłu, otwarte oczy i uszy, których bardzo nam potrzeba.

Potrzebujemy ich, bo nie zawsze zauważymy od razu, że komuś tuż obok właśnie wali się świat. A właśnie na tego drugiego, kto obok nas, potrzebujemy być wyczuleni bardziej niż na cokolwiek innego.

Miłość niech będzie nieobłudna. Brzydźcie się złem, lgnijcie do dobra. Darzcie siebie nawzajem serdeczną, braterską miłością. Wyprzedzajcie się w okazywaniu szacunku.  W zapale bądźcie niestrudzeni, duchem płomienni, w Panu — gotowi do służby. W nadziei bądźcie radośni, w ucisku wytrwali, w modlitwie oddani. Wspierajcie w potrzebach świętych, pielęgnujcie gościnność. Dobrze życzcie tym, którzy was prześladują — dobrze życzcie, a nie przeklinajcie.  Radujcie się z radosnymi, płaczcie z płaczącymi.” Rzymian 12,9-15

Posłuchajcie tego:

„Kiedy wróciłam ze szpitala do domu po urodzeniu najmłodszego dziecka, wcześniaka, okazało się, że mąż już z nami nie mieszka, zostałam sama z trojgiem dzieci.

Nagle i niespodziewanie zmarł mi ojciec, a mama znalazła się z szpitalu po udarze.

Cierpię na depresję, zatopiona w samotności zbieram wszystkie siły, aby wstać z łóżka.

Nasza nastoletnia córka targnęła się na życie. Cudem przeżyła.

Właśnie zdiagnozowano u mnie cukrzycę. Nie wierzę, to musi być pomyłka”

To prawdziwe historie, prawdziwych ludzi, tuż obok mnie. Dowiedziałam się o nich w ostatnim tygodniu, a ich ciężar gatunkowy nijak ma się do sztucznie wykreowanego problematycznego poniedziałku. Potrafi przygnieść. Na pewno Ty też nie musisz długo myśleć, żeby przywołać czyjąś twarz lub głos.

Jednak…  właśnie w te miejsca pozbawione nadziei, pełne lęku, niepewności i bólu wkracza Ten, którego jedno z imion brzmi El Roi – „Bóg który widzi”.  Niewolnica Hagar, uciekająca przed gniewem Saraj na pustynię, nazwała Pana tym imieniem. Kiedy była u kresu sił, pojawił się anioł, który dodał jej otuchy i przepowiedział przyszłość Ismaela. Bóg widział tę samotną, bliską wyczerpania kobietę, wzmocnił ją i dał jej siłę do stawienia czoła przeciwnościom. El Roi to Bóg, który widzi nasze zmagania, cierpienie i wątpliwości. To Bóg, który nas rozumie i nie pozostawia nas samych. Żadna sprawa nie jest przed nim ukryta. On nigdy nie pozostaje obojętny na wołanie tych, „których serce jest złamane, a wybawia utrapionych na duchu.” Ps. 34,19.

Co więcej, nie tylko On sam nie pozostaje obojętny, ale zaprasza nas do porzucenia obojętności wobec potrzeb kogoś, kto znalazł się nieprzypadkowo obok Ciebie i mnie. Zaprasza nas do spojrzenia Jego oczami i współdziałania z Nim w ogrzaniu czyjegoś serca. Zatrzymanie się i okazanie uwagi, praktyczna pomoc, wierna modlitwa mają bezcenną wartość w Bożym Królestwie.

Nie przejmuj się więc, jeśli nic nie wiedziałaś, że właśnie minął najbardziej depresyjny dzień w roku. Zyskałaś cenną przestrzeń na zauważenie kogoś radosnego lub płaczącego i dołączenie się do niego. Jak najwięcej takich chwil w Nowym Roku życzę Tobie i sobie,

Od serca – Marta