Autorem jest | 8 października 2015

„Ale z łaski Boga jestem tym, czym jestem, a łaska jego okazana mi nie była daremna” 1 Kor.15,10a


Myślę, że gdybym poznała Piotra, od razu bym go polubiła.

Sporo słyszałam o jego odwadze i żywiołowości. Na pewno wzbudziłby moją sympatię. A co dopiero, kiedy dowiedziałabym się reszty jego historii…

Był zwykłym rybakiem, który, tak jak mój tata, zarabiał na chleb pracą własnych rąk. Lubię szczerych, prostych ludzi. Pewnie w domu czekała na niego żona i kilkoro dzieci. Jedli razem to, co rano złowił i rozmawiali o tym, co dzieje się wśród ich znajomych i rodziny. Zwykłe sprawy w małym miasteczku gdzieś na końcu świata.

Któregoś dnia w trakcie pracy Piotr spotyka intrygującego człowieka, który opowiada mu o Królestwie nie z tego świata. Zapewnia, że jest ono bliżej niż mu się wydaje. Że wystarczy, aby za Nim poszedł i Go naśladował. To cudowne! Nareszcie! W końcu nadejdzie kres niewoli!

I tak przez kilka lat Piotr wypływał na morze znacznie rzadziej, a mimo to nieraz ryby same mnożyły mu się w rękach. Był świadkiem rzeczy, w które trudno uwierzyć, nawet widząc je na własne oczy. Słuchał słów, które trudno wytłumaczyć i powtórzyć. Czuł w sercu fascynację porównywalną do zakochania. Pewnie momentami uświadamiał sobie, że jest częścią czegoś wielkiego, jedynego w swoim rodzaju. Nauczyciel coraz bardziej go w tym przekonaniu utwierdzał.

Jednak coraz częściej wspominał On o konieczności swojego odejścia. Miał zniszczyć wroga i zaprowadzić nowe rządy w kraju, a tymczasem planuje się wycofać i umrzeć. Któregoś dnia znowu zaczął zapowiadać swoją śmierć. Piotr nie wytrzymał i krzyknął: „Panie, dokąd idziesz?” Ten mu odpowiedział: „Dokąd idę, ty teraz ze mną iść nie możesz, ale potem pójdziesz”. Ale Piotr zapewniał: „Panie! Czemu nie mogę iść teraz za tobą? Duszę swoją za Ciebie położę!”
„Duszę swoją za mnie położysz?” – zdziwił się i spojrzał Piotrowi prosto w oczy – „Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci – Zanim kur zapieje, trzykroć się mnie zaprzesz”.

I tak jak dzieci, które obiecują, że będą grzeczne; jak narzeczeni, którzy są przekonani, że oni w małżeństwie nie będą mieli konfliktów; jak alkoholik, który już nigdy ma kieliszka do ust nie włożyć, tak i Piotr tamtego wieczoru zapewnia, że nie ma takiej siły, która sprawiłaby, że opuści Nauczyciela.

Jeszcze tego samego dnia, zanim kogut zorientował się, że jest dzień, Piotr trzykrotnie zaprzecza, jakoby kiedykolwiek wcześniej widział tego człowieka z Nazaretu. Porażka. Wstyd. Paraliżujące uczucie życiowego zawodu. Zdrada. Rozczarowanie sobą. Ból przeszywający wszystko to, kim wydawało mu się, że jest. Piotr nie może skupić się na zwykłych czynnościach i omija lustra. Myśl o przeszłości dokucza tak, że aż powoduje fizyczny ból. Teraźniejszość jest pusta, a przyszłość to abstrakcja.

I gdyby na tym się skończyła ta historia, to pewnie wróciłby do swego kutra, odkurzył sieci i spędzał każdy dzień będąc przekonanym, że zawiódł swego Mistrza i do niczego już się nie nadaje.

Ale Mistrz wrócił. Dobrze wiedział, co zrobił Jego najlepszy uczeń. To było oczywiste. Mistrz wrócił i przyszedł do Piotra. Miłość i łaska były silniejsze niż grzech. Przebaczenie dało nowy początek życiu, które wydawało się, że jest już porażką. Zmartwychwstały Mistrz dał mu nową tożsamość i cel.

Skoro Piotrowi się udało, to może i nam…

Od serca – Ania


 

„On grzechy nasze sam na ciele swoim poniósł na drzewo, abyśmy, obumarłszy grzechom, dla sprawiedliwości żyli; jego sińce uleczyły was. Byliście bowiem zbłąkani jak owce, lecz teraz nawróciliście się do pasterza i stróża dusz waszych.”  1 Piotra 2, 24-25