Autorem jest | 12 stycznia 2019

Perspektywa spędzenia kilku dni w górach w miłym towarzystwie i w pięknym krajobrazie zimowym, skłoniła naszą rodzinę do wyjazdu za miasto, by po świątecznym leniuchowaniu zażyć ruchu na świeżym powietrzu. Do auta wrzuciliśmy z mężem nasze biegówki, na które od paru lat „przeskoczyliśmy” z nart zjazdowych. Złaknieni ciszy, jakiej nie zawsze można doświadczyć w hałasie wyciągów, ciżbie narciarzy i jazgocie muzyki na stoku, rozstaliśmy się chyba na dłużej z narciarstwem zjazdowym. Nie bez znaczenia w naszym wieku jest urazowość – mniejsza na biegówkach, jak i skromniejsze koszty tej aktywności.

Godziny spędzone w takiej formie ruchu, mają jeszcze jeden, dla mnie istotny, atut. Można na nich rozmyślać. O życiu, o Bożym Słowie, o duchowości.

Po pierwsze – na nartach do biegania musimy mieć inną technikę niż na nartach zjazdowych. Kiedy stajesz na trasie biegowej, zauważasz dwa rowki wyżłobione w śniegu przez specjalną wyciskarkę. One zdecydowanie ułatwiają poruszanie się. Kiedy trasa jest nieprzygotowana, można oczywiście biegać, ale jest to o wiele trudniejsze. Tak było na Czarnej Górze. Trasy nieodśnieżone, zwalone drzewa. Dobrze, że mieliśmy mapę i mogliśmy pójść innym szlakiem. Był całkiem pusty, tylko dwa wierzchowce minęły nas po drodze. Całkiem śmiało mogliśmy pogubić się lub utkwić w nieprzejezdnym miejscu.

Czyż i w naszym życiu duchowym nie jest podobnie? Życie bez Słowa Bożego, które wytycza trasę naszego życia jest możliwe, ale jakże często wtedy błądzimy i upadamy bez poznania Bożej miłości, łaski i przebaczenia.

Nawet gdy biegasz oznaczonymi trasami, wymaga to od ciebie odpowiedniego przygotowania. Jednego dnia w nocy spadł świeży śnieg, a my zapomnieliśmy o nasmarowaniu nart. Tego dnia narty posuwały się opornie, śnieg przyklejał do spodów, a bieganie nie było już taką frajdą, jakiej zasmakowaliśmy wcześniej. Niestety nie mieliśmy przy sobie smaru ani nawet ogarka świecy. Mijani po drodze narciarze także nie mogli nam pomóc. Przypomniała mi się wówczas przypowieść o niemądrych pannach. O Boże! Przeraziło mnie bliskie podobieństwo naszej sytuacji z biblijną historią. Przenigdy nie chciałabym okazać się nieprzygotowana na przyjście mojego Pana. Oliwy symbolizującej Ducha Świętego, której zabrakło nierozważnym pannom, nie można  przecież pożyczyć od innych „biegających” z Jezusem!

Dobre przygotowanie sprzętu to tylko połowa sukcesu na biegówkach. Trzeba i siebie przygotować do biegania. Brak kondycji sprawia, że człowiek sapie i męczy się zamiast podziwiać piękne widoki i cieszyć bliskością natury. Ile zabiegów jesteśmy w stanie podjąć, by mieć fizyczną wydolność? Ćwiczymy na siłowni i na bieżni, inwestujemy w kupno odpowiedniego sprzętu sportowego, odżywek, suplementów diety, po to by np. przebiec maraton, wspiąć się na najwyższą górę, dopłynąć na drugi brzeg. Na to nie szkoda nam czasu i pieniędzy. Dbałość o tężyznę duchową wymaga także sporych nakładów. Jakie koszty jesteś w stanie ponieść, ile czasu możesz poświęcić, by być w dobrej kondycji do budowania Królestwa Bożego? Oprócz codziennego duchowego treningu (modlitwa, uwielbianie Boga, świadczenie o Jezusie), należy dodać odpowiednią  dietę duchową – pokarm dla naszej duszy. Czy jako dziecko Boże poprzestajesz na duchowym mleku czy karmisz się też „twardszym” duchowym pokarmem?

Nasz syn w pewnym okresie dbał o dietę wysokobiałkową. W sferze duchowej także istnieją wysokokaloryczne produkty. Zdobywamy je studiując Boże Słowo, zagłębiając się w nie i pozwalając, aby przemieniało nasz sposób myślenia. Poznajemy Boże obietnice i uczymy się stosować je w naszym życiu. Znamy Boga z Jego działania, którego doświadczamy w czasie prób i testów naszej wiary. Na mleku wzrastasz, ale tylko do określonego stanu, samo mleko nie zrobi z Ciebie niezłomnego wojownika wiary. Faza niemowlęctwa jest niezbędna w naszym duchowym rozwoju, ale na tym nie koniec!

Ładny styl biegania wyrabia się w trudnych warunkach. Gdy wiatr wieje w plecy, trasa jest idealnie przygotowana, jej nachylenie nie męczy, łatwo jest wtedy szusować po trasach biegowych. Gdy jednak któryś z tych elementów zawiedzie, styl biegania  może diametralnie się zmienić. Trudne warunki życia pokazują styl naszego wierzenia. Czy ufam nadal Panu, gdy wiatr wieje mi w oczy? Czy cieszę się z Jego obecności, nawet wtedy, gdy jestem chora/y  lub doświadczam straty? Czy narzekam na brak Bożych odpowiedzi? Czy poddaję się w testach wiary? Czy uwielbiam Go mimo wszystko, za to Kim jest, a nie za to, co od Niego otrzymuję?

Bywa oczywiście i tak, że mamy dobrze nasmarowane biegówki, kondycja nam dopisuje, warunki śniegowe są świetne, a mimo to bieg nie daje radości. Czyżby komuś zależało na zniechęceniu nas do biegania? Wiesz dobrze, po co biegniesz, a może już zapomniałaś/eś? Wróć do punktu wyjścia. Przeczytaj pierwsze zdanie. Potrzebujesz świeżego oddechu, potrzebujesz powiewu Ducha Świętego.

Wprawdzie każdy z nas odpowiada za dbałość o swoje duchowe życie – „Sprawujcie swoje zbawienie…” mówi Słowo Boże, ale wiemy też, że to Jezus jest tym, który doprowadzi nas do końca, jeśli Mu na to pozwolimy. Biegnijmy więc tak, byśmy Jego nagrodę zdobyli. Nie tylko tę w Biegu Piasta czy kolejnym maratonie, ale wieniec życia wiecznego z rąk samego Jezusa – naszego Mistrza, który uczy nas, jak skutecznie biegać w wierze.