Autorem jest | 21 października 2015

Kilka dni temu miałam niebywałą przyjemność podróżować jednym z miejskich autobusów. Sama się dziwię, że to napisałam, bo zdecydowanie preferuję rower, ale rzeczywiście było to sympatyczne tournée. Wszystko za sprawą pełnej uroku postaci. Otóż siedzenie tuż przy moim zajęła Starsza Pani. Włosy bielsze niż śnieg…Przybranie wygodnej pozycji nie było dla niej drobnostką. Przez jej twarz przebiegł grymas, świadczący o odczuwanym dyskomforcie. W spojrzeniu miała jednak coś, co ujęło mnie w mig. Spokój, radość… błysk. Takie kochane ciepło.

Wreszcie babula umościła się, a następnie przemówiła dziarsko, patrząc wprost na mnie:

Wie Pani… ja tak bardzo się cieszę.

PAUZA.

Cieszę się, że mogę tu sobie siedzieć… bo kiedy rano obudziłam się, to tak mnie biodro bolało… Wie Pani… ja myślałam, że już nie podniosę się z łóżka. Tak bardzo mnie bolało to biodro… Ale w moim wieku to i tak dziw, że jeszcze chodzić mogę, osiemdziesiąty siódmy mi idzie. Każdego dnia Bogu dziękuję, że dał mi siły kolejny dzień przeżyć.

Pomyślałam sobie: w moim wieku to żadna filozofia. Kładziesz się, śpisz i wstajesz. Rzeczywiście czasami pobudka przychodzi z trudem, ale tylko dlatego, że noc wydaje się być stanowczo zbyt krótka 🙂

Na lekcję wdzięczności nie czekałam długo – o drugiej w nocy wybudził mnie potworny ból. Początkowo byłam przekonana, że pali mnie całe ciało. Po chwili wnikliwej samoobserwacji wiedziałam już, że centrum nieprzyjemności znajduje się w okolicy kręgosłupa piersiowego. Ból był na tyle uporczywy, że o poruszeniu się nie było mowy. Każdy oddech sprawiał, że czułam dokładnie, ile mam kręgów. Próbowałam się rozluźnić, delikatnie rozkołysać i napiąć mięśnie w nadziei, że to jakiś nieznany mi do tej pory skurcz, wystarczy znaleźć sposób i zaraz minie. Niestety ucisk narastał i mimo, że wydawało mi się niemożliwe, żeby bolało jeszcze mocniej, tak właśnie było. Czas zdecydowanie nie pomagał… Moja mama spała w pokoju obok, dochodziła 4:00 rano, a ja modliłam się w duchu, żeby przebudziła się i od niechcenia wpadła zapytać, co tam u mnie słychać. Wtedy śmiało poinformowałabym ją, że bywało lepiej.

Mama przebudziła się nieco po ósmej. To była jedna z najdłuższych nocy w moim dotychczasowym życiu.
Wylądowałam na ostrym dyżurze. Lekarz zaproponował, że poda mi zastrzyk przeciwbólowy, a jeżeli ten nie przyniesie ulgi, wtedy zaczniemy się martwić. O uldze nie było mowy… Doktor podejrzewał mikropękniecie lub przesunięcie któregoś z kręgów. Położyli mnie na stole i zaczęli rutynową sesję zdjęciową.

Teraz położymy Panią na plecach.

CYK.

A teraz delikatnie na lewym boku.

CYK.

Nie było mi do śmiechu. Zamknęłam oczy i przypomniałam sobie kobietę z autobusu. Blask, który bił z jej oczu… spokój i przekonanie, że nie walczy w pojedynkę. Zrobiło mi się raźniej. Po wielu godzinach spędzonych w szpitalu okazało się, że mój kręgosłup za mocno dostaje w kość, a za mało daje od siebie. Doraźnie pomogły medykamenty, następnie przyjdzie kolej na masaże i fizjoterapię. Usłyszałam także, że rower pozbawiony amortyzatorów jest zabójczy dla kręgosłupa – ups… najwyraźniej czas na zmianę.

Często zdarza się, że dobro, którego doświadczam jest dla mnie oczywiste i naturalne. Jest w porządku, po co więc się nad tym zatrzymywać? Od jakiegoś czasu wiele razy w ciągu dnia powtarzam sobie pytanie:

A gdybyś obudziła się dziś tylko z tym, za co wczoraj podziękowałaś Bogu?

Dziękuję Boże, że pozwoliłeś mi obudzić się dziś bez bólu.
Dziękuję, że myśl o Tobie dodaje mi siły i odwagi, kiedy wątpię czy poradzę sobie w trudach codzienności.
Dziękuję, że nie czuję się przez Ciebie opuszczona.
Dziękuję za wszystkich mądrych ludzi, których stawiasz na mojej drodze i po stokroć za wiarę, którą wypełniasz moje serce.


„Za WSZYSTKO dziękujcie; taka jest bowiem wola Boża w Chrystusie Jezusie względem was” I Tes. 5:18

Od serca – Agnieszka