Autorem jest | 5 października 2018

Natura często jest naszą dobrą nauczycielką, także w życiu duchowym.  Moja ostatnia lekcja z przyrody związana jest z życiem os.

Czy wiecie, że tak jak pszczoły, i osy mają swoją matkę – założycielkę roju – nazywaną królową?

Nie wiedziałam, że to ona ma inicjatywę w budowaniu gniazda. Tak było do pewnego poranka, gdy obudził mnie nieprzyjemny odgłos z narożnika sufitu naszej sypialni. Każdego dnia hałas za ścianą stawał się coraz bardziej dokuczliwy, budził nas w środku nocy, nie pozwalał na spokojne zaśnięcie, wgryzając się w mózg monotonnym, jednostajnym szelestem skrzydeł, bynajmniej nie przypominającym cykady z wakacyjnego urlopu.

Próbowaliśmy z mężem różnymi sposobami przegonić nieproszonych gości, którzy zagnieździli się niepostrzeżenie wiosną w powale naszego dachu.  Nie zauważyliśmy ich w porę,  a teraz gdy były ich setki a może tysiące, nie było  łatwo się ich pozbyć. Kiedy uświadomiliśmy sobie ich dokuczliwe sąsiedztwo w małżeńskiej sypialni, trwał już okres intensywnego karmienia larw, dojrzewania młodych samic, zapładniania przez trutnie i rozbudowywania kolonii.  Wokół wlotu do ukrytego gniazda panował intensywny ruch os wlatujących i wylatujących ze swej kryjówki. Z perspektywy sypialni wydawało mi się jednak, jakbym słyszała trzepot miliona skrzydeł wachlujących królową matkę, składającą pracowicie kolejne jaja w te upalne dni lata. Nie można było o niczym innym myśleć, słysząc ten pulsujący ruch za szczytową ścianą pokoju, jak tylko o tym, by się z tego jak najszybciej wyzwolić? Pytanie, jak pozbyć się królowej os nurtowało nas przez wiele długich dni i jeszcze dłuższych nocy.

W międzyczasie poznaliśmy zarówno ekologiczne jaki i bardziej inwazyjne sposoby walki z osami.  Wiemy też, że osy są pożyteczne, (przeczytaliśmy wiele mądrych artykułów na ten temat). Nikt jednak nie pisał, że chciałby te pożyteczne owady mieć za sąsiadów w sypialni. Mimo szczerych chęci i empatii dla ekologów, nie dało rady wysypiać się w towarzystwie os za ścianą. W końcu musieliśmy na parę dni przenieść się do innego pokoju.

Tam w oddaleniu od problemu zrodził się pomysł zagłodzenia królowej. Kto chciałby znać szczegóły naszej akcji, chętnie podzielimy się swoim doświadczeniem. W każdym razie efekt był pozytywny i po tygodniu mogliśmy powrócić z mężem do naszej ulubionej, niedawno odnowionej sypialni.

A co z moją „odrobioną” lekcją z przyrody? W czasie tych bezsennych nocy, zanim postanowiliśmy zmienić miejsce nocowania, pomyślałam, co też może być w naszym życiu taką „duchową osą”?

Co nie daje nam spać w nocy, co uparcie „szumi” w naszych myślach? Jakim myślom pozwalamy uwić sobie gniazdo w naszej głowie? Poczucie żalu, skrzywdzenia, uczucie zazdrości, użalanie się nad sobą, oskarżanie innych, brak wybaczenia, zamartwianie się, hipochondria, złośliwość, ironia …. jest jeszcze wiele innych „osowatych” myśli.

Kiedy się na dobre zadomowią w naszym umyśle, trudno je przegonić, wracają niczym owady do wymoszczonego gniazda. Wydaje się, że jest jednak metoda, by się ich pozbyć.  Trzeba najpierw zidentyfikować, kto siedzi na tronie naszych myśli. Jeśli tam jest nasze „Ja”, to ono będzie narzucać nam swoje myślenie – często bolesne, sprzeczne, przekorne, buntownicze, przewrotne, uciążliwe, niszczące, odbierające spokój, dwuznaczne.  Taki jest nasz umysł, nasza inteligencja bez Boga.

Dopóki królowa os siedzi w gnieździe, robotnice będą się uwijać, by ją dokarmiać i dbać o młode larwy. Co karmimy, to rośnie, rozwija się i rozmnaża. W naszym ogrodzie mamy dużo drzew owocowych, a co za tym idzie sporo słodkiego soku, który zwabia osy. Nic dziwnego, że było im dobrze tego lata w dachu naszego domu. Niedaleko od gniazda miały mnóstwo smacznego pożywienia. Nie trzeba było daleko odfruwać.

Teraz sprawdzam siebie w duchowej przestrzeni.

Czym karmię swoje myśli? Dobrą lekturą, ożywczymi rozmowami, pięknym widokiem, miłym esemesem? Czy czytam Pismo Święte codziennie jako swój duchowy pokarm, czy rozmawiam z Ojcem w Niebie, by czerpać moc Ducha Świętego każdego dnia? Czy Jezus jest naprawdę moim Królem, rządzi na tronie w moim całym życiu, wszystkich jego dziedzinach, takich jak: rodzina, wychowywanie dzieci, relacje z rodzeństwem i rodzicami, finanse, praca, hobby, czas wolny…? Czy ufam Jezusowi, stawiam Go w centrum mojego domu i chcę Mu służyć, gdziekolwiek jest to możliwe?

Królowa os opuściła nasz dach, a wraz z jej zniknięciem rozproszył się cały rój. Jaka ulga dla głowy!  Jezus jest Królem – jaka ulga dla duszy!

A nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe i doskonałe.  

List do Rzymian 12, 2