Autorem jest | 26 listopada 2015

Obudziłam się dziś rano w swoim łóżku. Odrobinę się poprzeciągałam, postanowiłam, co dzisiaj na siebie założę oraz co zjem na śniadanie. Wygramoliłam się do pozycji pionowej i dziarsko wyruszyłam na podbój dnia codziennego. Prysznic, jajeczko wiejskie na miękko, kawa z mlekiem owsianym, mycie zębów, tu oczko podkreślić, tam włos przyczesać…

Rzuciłam okiem na mieszkanie. Nie było wątpliwości – muszę odkurzyć. Wyszarpałam odkurzacz z szafki i poddenerwowana rozpoczęłam czynności porządkowe. Tego nie było w moim planie dnia! Wytrąciło mnie to nieco z rytmu… Pomarudziłam pod nosem, jakie to życie bywa okrutne. Wyprowadziłam na spacer psa, przywitałam się z sąsiadami, którzy także byli akurat pogrążeni w letargu szarej nudnej rzeczywistości.

Pora na moją „ulubioną” część dnia – podróż autobusem. Ten, który bezpośrednio dowiózłby mnie do pracy oczywiście nie przyjechał, w następstwie czego byłam zmuszona udać się w zupełnie przeciwną część miasta, co wiązało się z trzema przesiadkami i wycieczką naokoło. Ahoj przygodo!

Dotarłam do pracy, zobaczyłam trochę świata… W międzyczasie zjadłam ciepłą zupę. Mogłabym teraz ponarzekać na swoją pracę, ale o dziwo, nie mam do tego podstaw. Bywa nerwowo – oj tak, bywa dużo na głowie, ale nikt nie strzela do mnie z karabinu, każdy dzień jest inny, każdy dzień przynosi nową wiedzę.

Jestem na nogach od rana i mam pełną świadomość, że kiedy wrócę do domu po pracy – nie będzie litości… Czeka na mnie masa nauki, trzeba będzie coś ugotować, pójść na dłuższy spacer z psem, trochę się pewnie nabałaganiło, a nigdy jeszcze nie posprzątało się samo.

O losie! Jaka ja jestem biedna…

Mieszkańcy pewnego miasta przeżywali kolejny dzień… Rano jak zawsze przywitali ulice, które znają od lat. Jedni z uśmiechem na twarzy, inni bolejąc nad otaczającą ich rzeczywistością. Zjedli śniadania, poszli do swoich miejsc pracy, ktoś zapewne spóźnił się na autobus, ktoś inny dostał awans. Gaia i Thierry zaręczyli się. Lydie pokłóciła się z mamą. Tak z pozoru zwyczajny dzień. Mnóstwo rozpoczętych historii… co najmniej 130 z nich nie będzie miało zakończenia.

Pas szahida. Brzmi jakoś tak dumnie… natomiast – jak wiadomo – służy do czynów haniebnych i zmienia rzeczywistość w mgnieniu oka. Paryż i Bruksela walczą z terroryzmem. Londyn i Waszyngton mogą czuć się zagrożone. Jakie jest nasze miejsce w tej części historii? Czas pokaże…

Drogi wskazują wiele różnych kierunków, a Twój czas jest właśnie teraz.
Jak go wykorzystasz? Jak zostaniesz zapamiętana? Co naprawdę jest cenne?
Jaka jest istota Twojego jestestwa?


 

Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, byłbym miedzią dźwięczącą lub cymbałem brzmiącym. I choćbym miał dar prorokowania, i znał wszystkie tajemnice, i posiadał całą wiedzę, i choćbym miał pełnię wiary, tak żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I choćbym rozdał całe mienie swoje, i choćbym ciało swoje wydał na spalenie, a miłości bym nie miał, nic mi to nie pomoże.

Miłość jest cierpliwa, miłość jest dobrotliwa, nie zazdrości, miłość nie jest chełpliwa, nie nadyma się, nie postępuje nieprzystojnie, nie szuka swego, nie unosi się, nie myśli nic złego, nie raduje się z niesprawiedliwości, ale się raduje z prawdy; wszystko zakrywa, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko znosi. Miłość nigdy nie ustaje; bo jeśli są proroctwa, przeminą; jeśli języki, ustaną, jeśli wiedza, wniwecz się obróci. 

Teraz więc pozostaje wiara, nadzieja, miłość, te trzy; lecz z nich największa jest miłość.

I List do Koryntian 13

Od serca – Agnieszka