Autorem jest | 10 września 2015

„Pan jest Bogiem odwiecznym. Nic Go nie męczy ani nie nuży, a Jego mądrość jest nie do zbadania. To On dodaje sił tym, co są zmęczeni, i umacnia tych, którzy już osłabli.”

Ks. Izajasza 40, 28b-29

Zuzia poszła do pierwszej klasy. Już dwa tygodnie przed rozpoczęciem roku szkolnego nie mogła się doczekać, kiedy nareszcie nadejdzie ten dzień. Codziennie skreślała w kalendarzu kolejną kratkę, z satysfakcją obserwując, jak ich ilość topnieje. W pochmurny poranek pierwszego września, razem z innymi podekscytowanymi siedmiolatkami, w towarzystwie nie mniej podekscytowanych rodziców, nasza córeczka przekroczyła próg szkoły. Trafiła do klasy, usiadła przy stoliku z nowymi koleżankami, poznała swoją panią, odetchnęła powietrzem przesyconym zapachem pasty do podłogi i powakacyjnego kurzu. Witaj szkoło!

Minęło kilka tygodni i Zu nadal jest pod wrażeniem nowej rzeczywistości, aczkolwiek wyraźnie osłabł jej entuzjazm w zakresie porannego wstawania. Codzienne rano, razem z Olafem machają mi przez okno, wsiadając do samochodu. Odprowadzam wzrokiem moją małą panienkę z podskakującym na plecach pokaźnym plecakiem.

Optymistyczny, czerwono-żółty plecak, z dwoma dużymi komorami zapinanymi na zamek, dodatkową przednią, przeznaczoną na drugie śniadanie i bocznymi (na butelkę z piciem i buty zmienne) zamówiliśmy przez Internet w ostatnich dniach sierpnia. Co wieczór dumna użytkowniczka z namaszczeniem wkłada do niego piórnik, temperówkę, kredki, trzy zeszyty (podręczniki mieszkają w szkole), a kilka razy w tygodniu dociąża strojem gimnastycznym. Właśnie w te dni Zu z pewnym zakłopotaniem stwierdza, że jej plecak bywa ciężki.

Mimo, że ty i ja wyrosłyśmy już ze szkolnych ławek i nie biegamy na lekcje w białych podkolanówkach, z tornistrami ze skaju, wcale nie znaczy to, że mamy wolne plecy. Są plecaki, z których się nie wyrasta, a może się do nich dorasta? Niezauważalne i przezroczyste mają swój własny ciężar gatunkowy. Wygląda na to, że przyrastają do naszych pleców.

Wkładamy do nich role doskonałej żony i najlepszej mamy, troskliwej córki i wspierającej przyjaciółki. Obowiązki w pracy, obowiązki w domu. Aktywność w kościele i na osiedlu. Zaciągnięty na długie lata kredyt, egzamin do zdania, książki z biblioteki do oddania. Telefon, klucze i portfel. Lusterko.

Może należysz do tych uporządkowanych kobiet, które codziennie wieczorem uważnie sprawdzają, czy wszystko jest na swoim miejscu. Może wręcz przeciwnie – jesteś typem spontanicznym, wrzucasz swobodnie rzeczy, które kiedyś mogą ci się przydać. Czas pokaże, kiedy i do czego. Nie wiem jak ty, ale ja czasami mam wrażenie, że zaczyna mi brakować kieszonek na różne różności, które koniecznie muszę nosić przy sobie.

Listę zakupów, wciąż irytująco niekompletną i na nowo uzupełnianą. Jeżeli pamiętam o papierze toaletowym, to zupełnie wylatuje mi z głowy płyn do naczyń. Kalendarz z zaznaczonymi zajęciami dodatkowymi dla dzieci, wizytami lekarskimi, urodzinami Krewnych i Znajomych. Parasol i kalosze na deszczowe dni, bo „lepiej nosić, niż się prosić”. Tuż obok, w ciemnym etui przechowuję czarne scenariusze na ciemne dni. Rozkładają się automatycznie jak parasol, zupełnie nieproszone…

Zastanawiam się, czy zamiast doszywać dodatkowe kieszonki nie warto przyjrzeć się krytycznym okiem zawartości tych wypełnionych. Czy naprawdę muszę nosić to wszystko? Może część ciężarów dźwigam wyłącznie na własne życzenie? Co warto zawsze mieć przy sobie, a z czego zrezygnować?

Nie wolno nam zapominać, że przeciążając swoje plecaki narażamy na deformację swoją postawę. Życzę tobie i sobie mądrości w pakowaniu i satysfakcji z użytkowania twojego plecaka.

Od serca – Marta

17.10.2010

Modlitwa

Panie, wyposażyłeś mnie niepowtarzalny plecak, który ma mi służyć pomocą, a nie przygniatać do ziemi. Dziękuję, że Ty sam, dobrowolnie poniosłeś wszystkie moje winy, zgadzając się na zdruzgotanie i pogardę. Dzięki Tobie nie muszę dźwigać poczucia porażki, troski o jutro i strachu przed nieszczęściem znienacka. Dziękuję, że ciężar, który Ty wkładasz na moje plecy jest lekki, a Ty sam obiecujesz dać mi siłę do niesienia go. Amen

„Czy ty jeszcze nawet tego nie wiesz? Czy nie nauczyłeś się jeszcze niczego? Pan jest Bogiem odwiecznym. nic Go nie męczy ani nie nuży, a Jego mądrość jest nie do zbadania. To On dodaje sił tym, co są zmęczeni, i umacnia tych, którzy już osłabli. Młodzi ludzie męczą się i chwieją, zdarza się, że mdleją młodzieńcy. A tym, co ufają Panu, przybywa sił nowych i skrzydeł dostają jak orły. Biegną naprzód nie czując zmęczenia, poruszają się ciągle i nie są znużeni.” Ks. Izajasza 40, 28-31