Autorem jest | 19 marca 2017

– Mamo, jadę w Tatry z kolegami, przyjadę do domu spakować plecak i pożyczyć kurtkę- oznajmił młodszy syn przez telefon.

– Zwariowałeś, w taką pogodę. Przecież ty jeszcze nie byłeś w Tatrach latem, a chcesz je zdobywać zimową porą, gdy na graniach leży śnieg – odezwałam się zaniepokojona.

– No właśnie.  Chcemy mieć  zimowe podejście, potrzebuję jeszcze raki i dobre buty, może wezmę te nowe górskie buty taty – syn szedł na całość.

– A jak nie pożyczę ci kurtki a tata butów? – wiedziałam, że zabrzmi to żałośnie, ale próbowałam wybić mu jeszcze tę wyprawę z głowy.

– I tak pojadę, jesteśmy umówieni jutro o siódmej rano na dworcu – przewaga syna była ewidentna.

– Żartowałam – musiałam ratować się ulubionym dowcipem syna. Wiem, że masz parcie na wyzwania i adrenalinę. Rozumiem też , że jako młodzi mężczyźni chcecie się sprawdzać w trudnych warunkach. Będę się o ciebie modlić . Proszę bądźcie rozważni.

Kiedy syn wyjechał w góry, pomyślałam o swoich młodzieńczych eskapadach. Niektóre z nich były ryzykowne. Lubiłam przygodę, samotne podróże, pływanie na głębinach, wspinanie się na szczyty górskie.  Jednym z moich ulubionych wersetów z tego okresu był ten z 2 Listu do Tymoteusza 1,7

„…nie dał nam Bóg ducha bojaźni …”. Utkana z lęków, stałam się odważna, gdy poznałam osobiście Jezusa. Było to w okresie licealnym, na jednym z młodzieżowych obozów letnich, gdy zapragnęłam oddać Mu do dyspozycji całe swoje życie.

Czy odwaga jest nadal moim znakiem rozpoznawczym? Czy oddałam Bogu także moje dzieci, czy martwię się o nie, choć są już dorosłe i muszą chodzić własnymi drogami? Czy ich doświadczenia, czasem trudne, frustrujące nie są wpisane w ich życie, po to by mogły szukać pomocy u Tego, który ich nigdy nie opuści i nie zawiedzie? „Pójdę z Tobą, dokądkolwiek pójdziesz” – mówi do swoich dzieci Bóg, „Będę z Tobą zawsze”, „Wesprę cię prawicą sprawiedliwości swojej”, „Nie opuszczę cię i nie porzucę”, „Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się” – o jak często doświadczałam tych obietnic w swoich życiowych wędrówkach.

Czy zaszczepiłam swoim dzieciom wiarę w takiego Ojca, który z nimi idzie przez życie? Czy potrafią i chcą wychodzić ze strefy komfortu, by iść za Tym, który ma dla nich swoje dobre plany?

To codzienna modlitwa mojego serca.

W międzyczasie syn wrócił z Tatr – zadowolony, spełniony, dumny, że dał radę. Było trudno, momentami myślał, że nie dojdzie do schroniska, kilka razy zgubili się we mgle, byli przemoczeni i zziębnięci . Ale było warto! To tak, jak w życiu, gdy w Duchu odwagi podejmujemy życiowe wyzwania i wiemy, że możemy je pokonać  z Bożą pomocą.  Dzięki Ci Panie, że nie dałeś nam ducha bojaźni!