Autorem jest | 10 września 2015

“Bo wszyscy zgrzeszyli i daleko im do Bożej doskonałości, ale Bóg ze swojej łaski udziela im w darze usprawiedliwienia dzięki temu, że Chrytus ich odkupił.”

Rzymian 3, 23-24 (Współczesny Przekład)

Nareszcie wieczór. Po całym dniu spędzonym na bieganiu dookoła domu z niemowlakiem na rękach, odpowiadaniu na pytania dociekliwych starszaków (Czy muchy są pożyteczne?), rozsądzaniu sporów (To on zaczął!), praniu, zakupach i gotowaniu, nadchodzi upragniona chwila, kiedy opadam na kanapę z książką w ręku i nadzieją w sercu na pół godziny relaksu. Chwilo trwaj!

Mój wzrok znajduje się teraz na poziomie szerokiego drewnianego parapetu. Lubię na niego patrzeć; w centrum okazały kroton w ceramicznej donicy, po bokach dwa zdjęcia rodzinne w ciemnych ramach, po prawej lampa do czytania. Niestety, nieomal za każdym razem, kiedy spoglądam z tej perspektywy widzę cienką, ale wyraźną warstwę jasnego kurzu. O, nie… – wzdycham wewnętrznie.
Nie wiem, co sprawia, że nie potrafię odwrócić spojrzenia i zająć się zaplanowaną lekturą, tylko podrywam się, żeby wrócić z nawilżaną chusteczką dziecięcą i wytrzeć parapet do czysta. Pozostanie taki przez następną dobę, góra dwie, a ja, z poczuciem trochę lepiej spełnionego obowiązku, mogę usiąść po raz kolejny. Postanawiam nie podnosić już wzroku.

Zapewne kieruje mną nieumiejętność odpuszczenia sobie, perfekcjonizm, nadgorliwość. Cokolwiek to jest, wiem jak trudno jest zadowolić mojego wewnętrznego Wielkiego Krytyka. Przecież zostały jeszcze parapety w kuchni i sypialni… i tak dalej, i tak dalej.

Ostatnio zauważyłam, że Wielki Krytyk odzywa się także (o zgrozo!) moimi ustami do moich własnych dzieci. „Nie biegnij, bo się przewrócisz” – strofuję rozpieranego energią czterolatka. „Nie bierz na spacer dinozaura, bo ci wpadnie w błoto, albo go zgubisz” – straszę czarnym scenariuszem. „Nie lej tak dużo soku, bo będzie za słodkie. Po co tyle wody, przecież i tak nie wypijesz” – zrzędzę, komentując poczynania sześciolatki, dumnej, ze umie przyrządzić sobie samodzielnie wodę z sokiem malinowym.

„Widzisz Mamusiu, i nie wpadł mi w błoto!” – triumfalnie oznajmia Olaf, zdejmując kurtkę po spacerze. Fakt. A gdyby nawet wpadł, to co?- myślę po cichu. Wykąpałby się w umywalce i po krzyku.

Dlaczego poprzez szklankę z przesłodzonym sokiem tak trudno dostrzec dzielną, małą panienkę? Dlaczego oczekuję od siebie i od moich dzieci doskonałości? Doskonałego przewidywania, eliminacji zachowań nieracjonalnych, panowania nad każdą minutą życia. Czy ideałem, który by mnie zadowolił, byłaby rodzina bezszelestne poruszająca się po pachnącym, pozbawionym pyłku mieszkaniu, nieruchomo uśmiechnięte dzieci, które nigdy w życiu się nie oblały, nie potknęły i nie zrobiły niczego głupiego?

Zaczynam się zastanawiać, czy nie kryje się za tym jedno z kłamstw o Bogu, w które wierzyłam przez długi czas. Brzmi ono: Aby Bóg zechciał spojrzeć na mnie, muszę być doskonała i nieskazitelna. A zatem również wszystko, za co się biorę, muszę robić doskonale, w przeciwnym razie będzie to totalna klęska, a ja zawiodę jako osoba. Tego zawsze obawiałam się najbardziej. Gotowa byłam na ciężką pracę i daleko idące poświęcenia, byle tylko zyskać akceptację innych. Byle nie stracili oni dobrego zdania na mój temat. Słowa krytyki, wypowiedziane choćby mimochodem, potrafiły dotknąć mnie do żywego; pamiętałam je długo i wierzyłam, że tak właśnie jest. Trudno się żyje, zdając niekończący się egzamin…

Boża prawda o mnie i tobie nie pozostawia wątpliwości co do tego, że jesteśmy niedoskonałe. Nie mamy szans zapracować sobie na Niebo, ani zasłużyć na Bożą miłość i nikt nie wie tego lepiej niż sam Bóg. A jednak takie niedoskonałe osoby jak ja i ty, Ojciec Niebieski ukochał bardziej, niż życie swojego jedynego Syna, na długo przedtem, zanim zechcieliśmy o tym słyszeć. Nie musimy i nie możemy zrobić nic, aby zdobyć Jego przychylność. Przebaczenie, uzdrowienie i życie wieczne otrzymujemy całkowicie niezasłużenie i za darmo, bo On już zapłacił najwyższą cenę. Jedyne, co musimy zrobić, to uznać swój stan i zawołać o ratunek.

Sharon Jaynes, autorka rozważań biblijnych i książek, napisała kiedyś:

“Jakub był kłamcą.

Mojżesz się jąkał.

Gedeon był tchórzem.

Dawid był cudzołożnikiem.

Rahab była prostytutką.

Estera była sierotą.

Oślica Bileama była… no cóż, po prostu oślicą.

A jednak Bóg użył ich dla chwały swojego Królestwa.

Bóg powołuje ludzi nie ze względu na ich wyjątkowe uzdolnienia i talenty, ale używa tych, którzy są Mu posłuszni i całkowicie zależni od Niego. Bóg nie powołuje uzdolnionych, ale uzdalnia powołanych.

Jeżeli narodziłaś się na nowo, przyjmując dar zbawienia i nowego życia, pamiętaj, że Bóg patrząc na ciebie, widzi swego Syna. Jesteś doskonała wyłącznie w Nim i dzięki Niemu. Co więcej, On ma moc, uzdolnić ciebie i mnie do sprostania swoim najwyższym standardom. Czyni to zawsze, kiedy zamiast zmagać się o własnych siłach, prosimy Go o pomoc.

Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł. Jeśli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Syna jego, tym bardziej, będąc pojednani, dostąpimy zbawienia przez życie jego. Rzymian 5,8.10

Apostoł Paweł boleśnie doświadczał swojej niedoskonałości.”Pan powiedział do mnie: Wystarcza ci moja łaska. Moc okazuje swoją skuteczność w słabości. Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Z tych względów upodobałem sobie słabości, poniewierki i niedostatki, prześladowania i uciski (znoszone) dla Chrystusa. Kiedy bowiem odczuwam słabość, wtedy właśnie jestem mocny.” II Koryntian 12,9-10

Od serca. Marta

17.11.2009

Modlitwa

Boże mój i Panie, Twoja cudowna łaska zadziwia mnie wciąż na nowo. Dziękuję, że kochasz mnie nie stawiając warunków i uwalniasz od zasługiwania na Twoje przychylne spojrzenie. Proszę, pomóż mi cenić ten dar i żyć tak, abyś był ze mnie dumny. Cokolwiek robię i o czymkolwiek myślę, moje myśli i kroki należą do Ciebie.