Autorem jest | 5 października 2015

„Albowiem ja wiem, jakie myśli mam o was – mówi Pan – myśli o pokoju, a nie o niedoli, aby zgotować wam przyszłość i natchnąć nadzieją.” Ks. Jeremiasza 29,11


Może się okazać, że mój dzisiejszy wpis nie będzie bardzo odkrywczy ani rewolucyjny, ale chyba nie o to mi chodzi. Ostatni rok był w moim życiu wielkim zjazdem na rollercoasterze, a przez sporą część czasu totalnie bez trzymanki… Dlatego mam poczucie, że wszystkie lekcje, jakie dostałam w tym czasie od Boga, zostaną ze mną do końca życia. Nie sposób, abym opisała je wszystkie, ale może w tych trzech znajdziesz coś wartościowego dla siebie.

Pierwsza: Dzień bez modlitwy to dzień stracony!

Nie jestem osobą, której zwyczajowo brakuje słów, bo bardzo lubię rozmawiać, ale nauczyłam się, że modlitwa to więcej niż słowa. Modlitwa to przebywanie w obecności Boga, czasami bez słów, z uczuciami, emocjami, łzami jak na przysłowiowej dłoni. Sto procent mnie, bez maski, bez udawania kogoś, kim nie jestem. Szczerość za szczerość i prawo do bycia niedoskonałą.

Druga: Bóg JEST DOBRY – to pewne! Tylko moja definicja dobra była niedobra 🙂

Odkąd pamiętam, zawsze słyszałam, że Bóg jest dobry. Dobry i kropka. To prawda, z którą nie zamierzam polemizować i w którą wierzę całym sercem. Muszę jednak przyznać, że nie łatwo było mi pojąć Bożą dobroć, kiedy trochę więcej niż rok temu znalazłam się w parszywej sytuacji życiowej i widziałam jak ktoś bezkarnie i arogancko krzywdzi moich bliskich.
Wtedy pytałam Boga – Czy to aby napewno jest dobre?
Po roku radzenia sobie z tą sytuacją muszę powiedzieć, że to było bardzo dobre! Jak to możliwe? Ten czas całkowicie przekształcił moją definicję dobra. Nauczyłam się, że dobro oznacza opuszczanie wygodnej strefy życiowego komfortu i ufanie Bogu. Oznacza pragnienie Jego obecności we wszystkich, nawet najdrobniejszych przestrzeniach mojego życia. Oznacza szukanie Go całym moim sercem. Oznacza czerpanie radości i spokoju z Jego Słowa, a nie z okoliczności życiowych. Oznacza docenianie i cieszenie się ze zbawienia, które mam dzięki Jezusowi. Oznacza patrzenie w przyszłość aż do wieczności, a nie zaledwie do dnia, kiedy obecne kłopoty miną. A kiedy zaczęłam z tej perspektywy patrzeć na konkretne sytuacje i to,  co Bóg poprzez nie zrobił w moim życiu, zrozumiałam na nowo, jeszcze lepiej, że Bóg naprawdę JEST DOBRY!

Trzecia: Czytam FB i Twittera wieczorem po dniu pracy, nie rano!

Współczesność to pośpiech i technika wokół nas. Kto dziś nie ma telefonu, ten musi mieć około stu lat i pamiętać dinozaury 🙂 Nieprawdaż? Obrazki typu mama i tata siedzący na ławeczce na placu zabaw z oczami wlepionymi w telefon, a nie w dziecko, to nie jest jakaś bardzo niespotykana sytuacja. Ona i on, którzy przy stoliku w restauracji zamiast patrzeć sobie w oczy przeszukują wzrokiem ekrany telefonów, to też nie jest kadr z filmu o przyszłości. No cóż, dopadła nas taka cicha, paskudna, współczesna choroba! Ja też złapałam tego wirusa. Notorycznie rano, kiedy wyłączałam budzik w telefonie, zdarzało mi się sprawdzać w pierwszej kolejności social media i co tam nowego w wielkim świecie, skoro mam już w ręku tan utrzymujący mnie na bieżąco cud techniki. W pewnym momencie postanowiłam wypowiedzieć temu złemu przyzwyczajeniu wojnę. Przesunęłam ikonki social mediów na ostatni pulpit w telefonie i postanowiłam sprawdzać FB, i cokolwiek jeszcze mam do przejrzenia wieczorem,  a nie rano! Świadomie zdecydowałam, że mój poranek należy do Boga i mojej rodziny. JAK NA RAZIE TO DZIAŁA. A skoro teraz wiesz o tym także i Ty, to będzie to dla mnie jeszcze lepsza motywacja do ustanawiania ważności spraw o poranku we właściwy sposób. I zamiast mówienia dzień dobry do FB, mówienia pierwszego dzień dobry do Ojca w Niebie.

Od serca – Ania