Autorem jest | 13 lutego 2018

Nie jestem dziewczyną, która zatrzymuje się przed wystawą jubilera, żeby rozpływać się nad pierścionkiem czy naszyjnikiem. Zdecydowanie wolę księgarnie. Pary kolczyków szybko kończą u mnie swój wspólny żywot – jeden zawsze musi się gdzieś zawieruszyć. Nauczyłam się nie darzyć błyskotek szczególnym sentymentem. Od pewnego czasu jest jednak jeden element biżuterii, do którego się bardzo przywiązałam.

Pierścionek jest wyjątkowy. Łapie światło, kiedy poruszam dłonią. Jeśli dobrze się przyjrzeć, widać, że został wykonany z żółtego i białego złota. Pozornie nie tworzy zamkniętego koła, a zbiegające się ponad kamieniem części rozchodzą się w przeciwne strony.

Uroda to jedno, jednak jego obecność na moim palcu niesie ze sobą znacznie więcej – to odpowiedź na wypowiedziane pytanie: Czy zostaniesz moją żoną? To potwierdzenie: tak, będę. To obietnica i zapowiedź mojej przyszłości. Czegoś, na co warto czekać. Będę twoja, będziemy jednością. Stworzymy dom, rodzinę. Zaproszenie do wyjątkowego tańca, który będzie trwał całe życie.

Najpierw patrzyłam na niego z lekkim niedowierzaniem i pulsującą radością nowego, z czasem powoli przyzwyczaiłam, że zdobi moją dłoń. W chwilach nieporozumień, złości i rozgoryczenia, kiedy nie mogliśmy znaleźć wspólnego języka i zrozumieć siebie nawzajem patrzyłam na niego z bólem, po chwili jednak przychodziła myśl: mimo wszystko kochamy się, mamy wspólny cel i chcemy być razem. Chcę. To, co przed nami jest większe niż chwilowe trudności. Czasami była to motywacja do tego, żeby jeszcze raz spróbować głęboko zrozumieć tę drugą stonę, otworzyć serce, odpuścić i  wybaczyć.

Dzisiaj oprócz pierścionka na moim serdecznym palcu jest zamknięty krąg obrączki. Małżeństwo ma zgodnie ze słowami Pisma Świętego odzwierciedlać relację kościoła i Chrystusa. Potężną miłość. Poddanie. Całkowite przyjęcie i pewność bycia ukochaną, ukochanym.

Jeśli pójdziemy dalej za tą myślą, to możemy czasy obecne, oczekiwania na ponowne przyjście Chrystusa i na zjednoczenie z Najwyższym nazwać narzeczeństwem: nas jako kościoła i Chrystusa. Nie wszystko teraz wiemy, doświadczamy tylko przebłysków przyszłej radości. Mamy jednak obietnicę. My też obiecaliśmy coś – w akcie chrztu, żarliwej modlitwy – poddanie swojego życia Jemu. Na zawsze. Wspaniałe, wielkie zawsze. Jestem Twoja. Mój miły jest mój, a ja jestem jego. To doskonały opis jedności małżeńskiej. Prawdziwego poznania siebie nawzajem: od drobnych zwyczajów i gestów do najgłębszych zakamarków duszy.

Bóg odpowiada na naszą potrzebę bycia kochanym w doskonały sposób – bezwarunkową miłością. Małżeństwo odzwierciedla tę relację po ludzku, w sposób pełen słabości, czasami jak krzywym zwierciadle. Jesteśmy tylko ludźmi. Możemy jednak spoglądać na doskonałą obrączkę i wiedzieć, że to nie koniec. Jest więcej. Wciąż jesteśmy w narzeczeństwie, mamy nadzieję na przyszłość. Niech ta myśl będzie źródłem ukojenia i przyniesie siłę, aby wytrwać we wszelkich zmaganiach. Tych nigdy nie zabraknie.

I zaręczę cię z sobą na wieki; zaręczę cię z sobą na zasadzie sprawiedliwości i prawa, miłości i zmiłowania. Ks. Ozeasza 2,21

Bo jak młodzieniec poślubia pannę, tak poślubi cię twój Odnowiciel, a jak oblubieniec raduje się z oblubienicy, tak twój Bóg będzie się radował z ciebie. Ks. Izajasza 62,5