Autorem jest | 24 września 2015

Jakiś czas temu natrafiłam w internecie na grafikę przedstawiającą powody, dla których ludzie się poddają. Bardzo mi się spodobała, więc zamieściłam ją na tablicy Wrocławskiego Forum Kobiet (użytkowniczki facebooka zapraszam na profil WFK , wciąż tam jest ;). Po kilku dniach okazało się, że ilość udostępnień i tzw. ‚polubień’ przekroczyła wielokrotnie wartości dla jakiegokolwiek wcześniejszego wpisu.
Hmmm….Wygląda na to, że większość z nas walczy o to, żeby się nie poddać, albo zastanawia się, dlaczego się poddała.

Nie uda się. Tylu lepszych ode mnie próbowało i nic…
Taki mam charakter, nie umiem walczyć o swoje…
A jeśli się pomylę i ośmieszę…
Nie cierpię zmian, czyli wolę piosenki, które już znam…
Po prostu nie daję już rady, jestem wyczerpana…

Coś z tej listy brzmi znajomo?
Dlaczego się poddajesz? Kiedy ostatnio zawalczyłaś o coś lub kogoś? Życie przynosi nam mnóstwo sytuacji, w których możemy wybrać kapitulację albo wysiłek. Bywa i tak, że odwrotu nie ma. Przypomina mi się moja droga przyjaciółka, która po kilku godzinach trudnego porodu oświadczyła lekarzom, że w tej chwili wychodzi, znika stąd, proszę ją natychmiast wypuścić i już! A jednak została 😉

Zawsze wtedy, kiedy sytuacja zaczyna nas przerastać i czujemy, że na najbliższym zakręcie wypadniemy z trasy musimy wybrać: albo walczymy dalej o własnych siłach, albo przynajemy się do bezsilności i prosimy Ojca w Niebie o mądrość, siłę i wytrwałość. Chciałabym się pochwalić, że oczywiście zawsze tak robię, ale niestety często moja pierwsza reakcja to wycofanie się lub walka własnymi środkami.

Skoro już mowa o prawdziwych historiach, opowiem Wam o Georgene. Mieszka w Cleveland w USA. Kiedy skończyła 42 lata, doszła do wniosku, że czas na zmiany. Zaczęła od zawalczenia o zgrabną figurę, która przez całe lata wydawała jej się nieosiągalna. Rozpoczęła regularne ćwiczenia na siłowni, wkrótce dołączyła do tego regularny jogging. Pomyślała, że warto będzie mieć przed sobą cel, więc zapisała się na zawody – bieg na 10 kilometrów.
W dniu zawodów obudziła się bardzo podekcytowana. Żeby się nie spóźnić, przyjechała na miejsce dużo wcześniej. Wtopiła się w tłum innych biegaczy, którzy się rozciągali i przygotowywali do biegu. Rozglądała się zaaferowana dookoła i zanim się obejrzała, rozległ się dzwonek wzywający do zajęcia miejsc. Georgene poszła za pozostałymi i ustawiła się na linii startowej. Padła komenda i wszyscy wystartowali. Kiedy minęli szósty kilometr, rzuciła przez ramię do biegnącej obok kobiety” „Kiedy zaczniemy wracać?”. Ta zrobiła wielkie oczy, jakby pytała: Chyba żartujesz? W tym momencie Georgene uświadomiła sobie przeszywającą prawdę: „Nie biorę udziału w biegu na 10 km. Wystartowałam w dorocznym maratonie miasta Cleveland.”
Obydwa biegi miały początek na tej samej linii startu, tyle że bieg na 10 km rozpoczynał się kwadrans po maratonie. Ponieważ przyjechała wcześniej i była rozproszona, stanęła na linii startu za wcześnie. Teraz biegła przed siebie, zastanawiając się, jak u licha da radę! 36 kilometrów dalej wbiegła na metę. Najdłuższy bieg, w jakim kiedykolwiek brała udział miał 12 km. Kiedy zapytano ją, jakie myśli pojawiały się w jej głowie, kiedy biegła, odpowiedziała:
„To nie jest bieg, do którego się przygotowywałam. To nie jest bieg, na jaki się zapisałam. Ale bez względu na wszystko, to jest bieg, w którym teraz biegnę.”

Każda z nas codziennie biegnie i to niekoniecznie w wyścigu, który same wybrałyśmy. Potrzebujemy sił i mądrości spoza nas. Mamy pewne i prawdziwe obietnice, że je dostaniemy, jeśli poprosimy. Biegniemy dziewczyny, biegniemy!

Od serca – Marta


To On dodaje sił tym, co są zmęczeni, i umacnia tych, którzy już osłabli. Młodzi ludzie męczą się i chwieją, zdarza się, że mdleją młodzieńcy.

A tym, co ufają Panu, przybywa sił nowych i skrzydeł dostają jak orły. Biegną naprzód nie czując zmęczenia, poruszają się ciągle i nie są znużeni. (Ks. Izajasza 40, 28-31)